wyzwanie
Strona główna,  Zdrowy styl życia

Wyzwanie Marszowe – Podsumowanie

Dzisiaj chciałabym w kilku zdaniach podsumować to, jak wpłynęlo na mnie wyzwanie 30 dni w marszu. Muszę się przyznać, że dopóki nie podjęłam marszowego wyzwania, praktycznie nie zwracałam uwagi na to, ile chodzę pieszo w ciągu dnia. Gdy na początku wyzwania dokonałam takiego podsumowania w skali dnia, to liczba kroków była zawstydzająco niska. Zazwyczaj gdzie tylko mogłam jeździłam autem, czasem pod sam sklep, a najlepiej gdyby było można podjechać pod samo wejście 😛 w sumie mało chodziłam pieszo. Wcześniej próbowałam biegać, ale przebiegłam może jakieś 100 metrów i wyglądałam przy tym jak buchająca lokomotywa, więc odpuściłam sobie bieganie, a po wejściu do koleżanki na czwarte piętro zaczynałam zastanawiać się ile ja mam lat i czy na pewno powinnam dychać tak jak dycham… Moja kondycja była prawie zerowa 🙁

Dlaczego podjęłam wyzwanie…

Po pierwsze dla zdrowia. Chcę mieć lepszą kondycję, wydolność, samopoczucie, więcej energii no i chcę pozbyć się kilku zbędnych kilogramów. Nigdy nie uważałam chodzenia za sport, ale uznałam, że może mi pomóc w zachowaniu dobrej kondycji fizycznej i w spalaniu kalorii. Ponoć chodzenie zamiast siedzenia uwalnia endorfiny (podobno to pogromcy stresu) i muszę przyznać, że coś w tym jest, bo dzięki temu miałam lepszy humor. Spacerowanie czasem w samotności, a czasem z synem były taką chwilą, żeby w spokoju pomyśleć lub żeby porozmawiać z dzieckiem np. o marzeniach, a co najlepsze, nie wprowadzając żadnej zmiany do mojego planu żywieniowego i tylko dzięki chodzeniu, zgubiłam niecałe dwa kilogramy, może nie dużo, ale zawsze lepsze to niż nic 😉

Po drugie dla wiedzy między innymi o Nordic Walking, gdyż ostatnio ten temat bardzo mnie zainteresował – zakupiłam i przeczytałam książkę o tym sporcie po to, aby móc dzielić się tą wiedzą z tobą i wszystkimi osobami, które jeszcze nie wiedzą, że jest to sport dający wiele możliwości.
Oraz dla wiedzy o sobie, o tym jakie są moje mocne i słabe strony. O mojej granicy wytrzymałości i systematyczności, bo często sobie coś postanawiałam, ale rzadko w tym postanowieniu wytrwałam. Tym razem było inaczej. Przyznaję się, że to pierwsze wyzwanie w jakim wytrwałam do końca 😀

Po trzecie dla rozwoju osobistego, który nie jest możliwy bez wyjścia ze swojej strefy komfortu. Dla poprawienia samodyscypliny, zwiększenia pewności siebie i lepszego zarządzania swoim czasem, ponieważ musiałam tą godzinkę w ciągu dnia (czasem więcej) wygospodarować na spacer.

Po czwarte dzięki aplikacji na telefon YourFitWay, byłam ciekawa czy zmotywuje mnie do systematyczności. Zdała egzamin 😁, aplikacja pozwalała mi na szybkie sprawdzenie, ile przeszłam pieszo w ciągu dnia, wskazywała cel, którym było osiagnięcie minimum 10000 kroków dziennie. Często mobilizowała mnie do pokonania kolejnych kilku tysięcy kroków, gdy odblokowały mi się bonusowe skrzyneczki. Wyniki, które pokazywał krokomierz (możecie sprawdzić na grupie >> YourFitWay – Wyzwanie 10000 kroków) są niezbitym dowodem na wytrwanie w realizacji podjetego przeze mnie wyzwania i stanowią dla mnie motywację do dalszych pieszych spacerów. Spoglądanie na codzienne wyniki sprawia, że czuję się usatysfakcjonowana i świadczą o moim małym sukcesie.

Spaceruj, gdy na coś lub na kogoś czekasz

Każdy z nas codziennie czeka na coś lub na kogoś. Wtrakcie wyzwania przydarzył się taki dzień, w którym zawoziłam mamę do szpitala. Niestety ze wzgledu na covid musiałam czekać w poczekalni kilka godzin, aż zrobią mamie badania. Chodziłam więc w kółko po tym małym pomieszczeniu, gdzie jedna pani przyglądała mi się ukradkiem, pewnie myślała, że bardzo się denerwuję czekając, a ja poprostu wykorzystywałam aktywnie ten czas. Szybciej mijały mi godziny czekania i nie siedziałam bezczynnie. Dzięki wyzwaniu nauczyłam się, że takie chwile są idealne, by wykorzystać je na robienie kroków.

Pamiętaj, by wdrażać robienie kroków w każdą czynność, jaką wykonujesz. W ciagu dnia mamy naprawdę sporo okazji do tego, by podjąć wyzwanie i zrobić te 10000 kroków. Ja np. parkowałam samochód dalej od sklepu, lub miejsc, do których zamierzałam pójść, wybierałam też schody zamiast windy, lub spacerowałam podczas prowadzenia rozmów telefonicznych. Sporo kroków można także zrobić chodząc po ogrodzie 😉

Znajdź swoją sekretną „pieszą” broń.

Moją był orbitrek w moim domu. Za każdym razem, gdy wynik, który pokazywała mi aplikacja, nie był satysfakcjonujący, wskakiwałam na orbitreka na dwadzieścia czy trzydzieści minut. Za każdym razem była to szybka, łatwa i prosta opcja „nabijania” kilku tysięcy kroków w mojej aplikacji. Doskonale zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy ma dostęp do bieżni, czy orbitreka w domu, ale na szczęście nie jest ona jedynym rozwiązaniem awaryjnym, może to również być chodzenie po domu np. w koło stołu 😉

Nowa pasja Nordic Walking

Często o tym myślałam i chciałam sie zabrać za Nordic Walking, ale wydawało mi się, że jest to sport dla osób starszych. Nie widziałam w okolicy młodych dziewczyn z kijkami, a raczej starsze babeczki, które chodziły małymi grupkami. Postanowiłam spróbować i okazało się, że chodzenie z kijkami jest dla mnie i dla syna bardzo przyjemnym sposobem na spędzenie czasu na świeżym powietrzu. Pomaga też utrzymać kondycję i dba o zdrowie. Największą zaletą tej dyscypliny jest to, że można dostosować tempo marszu do swoich możliwości i potrzeb.

Publiczne zobowiązanie

Postanowiłam dodać to wyzwanie na grupę, pomyślałam, że im więcej osób wie i będzie mnie dopingować, tym trudniej będzie mi się z tego wycofać. I tak też było, wiedziałam, że muszę wrzucić wynik pod postem, więc nie mogłam sobie pozwolić na dzień leniuchowania. Poza tym wspólne trenowanie daje dużo radości, choć czasami trudno jest kogoś namówić do zmiany stylu życia i do treningu. Miło jest jednak wymieniać się z grupą swoimi doświadczeniami i wzajemnie się wspierać, oraz opowiadać o efektach płynących z systematycznego ruchu. Mam nadzieję, że nas maszerujących będzie tam coraz więcej. Dziękuję wszystkim, którzy wrzucali screeny ze swoimi wynikami i za wspólny trening marszowy 💪, za moc i chęć maszerowania razem ze mną 🙂

Podsumowanie wyzwania – Mamy To 💪 💪

Głównym powodem podjęcia wyzwania była redukcja masy ciała i systematyczność, którą chciałam w sobie wypracować. Nie miałam ściśle określonego celu jeśli chodzi o wagę. Bardziej byłam ciekawa, jak zareaguje mój organizm, niż ile kilogramów zrzucę. Nie twierdzę jednak, że nie czekałam na efekty, najważniejsze, że sporo nauczyłam się o sobie, swoim ciele i organizmie oraz czuje się znacznie lepiej.

Plusem 30-dniowych Wyzwań jest to, że są próbą. Dzięki temu mogłam przez ten czas sprawdzić siebie i swoją wytrwałość. Ważne było dla mnie żeby maszerować codziennie. Jak wiemy trudność zawsze leży w systematyczności. Zapał i energia maleją z czasem i coraz częściej szukamy wymówek, by odpuścić. Tym razem ich nie szukałam, wręcz przeciwnie. Planowałam czas tak, by zrobić trening lub wyjść na spacer. Były takie dni, gdy nie miałam za bardzo czasu, innego dnia czułam się naprawdę kiepsko i pół dnia przespałam, pogoda też czasami nie sprzyjała spacerom, ale miałam cel i wiedziałam, że muszę wyjść codziennie przez 30 dni.

Dzięki wyzwaniu wiem, że dbanie o siebie to nie kwestia braku czasu, ale prawidłowego zarządzania nim. Dbanie o siebie i o aktywność to coś, co każdy może robić. Z pewnością będę kontynuować ten nawyk, bo jest on jednym z moich kluczowych nawyków i bardzo pozytywnie wpływa na mój organizm. Możesz dołaczyć do mnie w każdej chwili. W lutym masz 28 dni, jeśli pominiesz jeden, to pamiętaj, że masz jeszcze wiele dni na nadrobienie strat.

Nie wątpliwie mogę powiedzieć, że JESTEM Z SIEBIE DUMNA !!!

Jeśli dzięki mojemu tekstowi choć jedna osoba postanowi zacząć walkę o lepszą wersję siebie, będzie mi niezwykle miło 🙂 Trzymam kciuki za Was, a Wy trzymajcie kciuki za mnie 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *